Numer 32 - Suknia ślubna.

Zbliżał się już czerwiec wielkimi krokami.  Wstałam wcześnie myśląc już o tej przepięknej uroczystości.  Zjadłam śniadanie,  ubrałam się,  uczesałam i umalowałam. Wróciłam na górę do pokoju z kubkiem pełnym kawy. Usiadłam na balkonie i z zamkniętymi oczami wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Nagle poczułam, jak ktoś kładzie ręce na moich barkach. Był to Kamil.
- Hej kochanie. - powiedział. 
- Hej...
- Bo ja dzisiaj wyjeżdżam na tydzień. 
- Wiem.....  
- Dzwoń codziennie....
- Ok....  Ale moje życie nie ma sensu..... Kiedy chcę spędzić z moim ukochanym czas,  on musi wyjechać.....  
- Jestem skoczkiem.....  Mi też jest ciężko ciebie opuszczać.... 
- Czy te rozłąki są konieczne?
- Po takiej rozłące wiem,  że kocham cię jeszcze bardziej.  
Zaczęliśmy się całować....  Jednak te chwile przerwał Kamil. 
- Muszę się spakować.  Za 1.5 h jadę.  
 Pomogłam mu się spakować. Gdy Kamil pojechał,  rzuciłam się mu na szyję....  Na pożegnanie....  Weszłam do domu i usiadłam w salonie. 
- A suknię już masz?  - zapytała Katarzyna 
- Nie...  Kamil pojechał,  więc chciałam dziś obejrzeć suknie ślubne. 
- Jedziesz sama?  
- Nie.. 
- A z kim?
- Chciałabym z panią. 
Katarzyna przytuliła mnie.
- To się zbieraj.... Za pół godzinki jedziemy - powiedziała Katarzyna. 
Poszłam na górę,  aby się przygotować na wyjazd.  Byłam taka szczęśliwa....
Gdy weszłyśmy do salonu.... Wszystkie suknie były przepiękne. Te białe dodatki....  To wszystko było dla mnie nie co tajemnicze.... 
- Jakiej panje szukacie?  - zapytała ekspedientka. 
- Na pewno długa i rozkloszowana. 
- Mamy spory wybór.  Jeśli panie będą czegoś potrzebowały,  ja będę tutaj obok. 
- Ok. 
Te piękne suknie..... Ten zapach i klimat....  Wszystko było przecudne....  
Nagle podeszła do nas jedna z pań.
- Polecam tą z koronkową górą na grubych ramiączkach. Chyba że bez ramiączek.
- Na ramiączkach.  Raczej grubych.  Przecież to ślub kościelny. - powiedziałam. 
Kobieta pokazała mi jedną z nich.  Przymierzyłam ją. Była jednak za długa. Przechodząc po tych alejkach zobaczyłam tą wymarzoną. Długa, rozkloszowana,  a na plecach miała wycięte serce. 
- Mogłabym przymierzyć tą. - powiedziałam. 
- Proszę bardzo.  
Poszłam do przebieralni. Była wprost idealna. Wyszłam z przebieralni ubrana w sukienkę. Wszystkie klientki zwróciły oczy na mnie.  
- Przepięknie pani wygląda!  - słyszałam odgłosy ze sklepu. 
- Jakieś dodatki? 
- Tak. 
Katarzyna przyniosła mi welon.  Był średniej długości, lecz  do mojej sukienki pasował idealnie. 
- Jakieś bolerko? 
- Nie.  Ślub jest w lipcu.  Nie potrzebuję.
W sklepie można było również kupić buty. 
- Jaki rozmiar? - zapytała ekspedientka. 
- 39.
- Jakiej wysokości szpilka ? 
- Średniej.  Nie mogę być wyższa od męża,  bądź na równi z nim. - zaczęłam się śmiać. 
Dostałam buty.  Były śliczne.  Białe z diamencikiem na pięcie.  Przymierzyłam cały komplet. 
- Wygląda pani jak z bajki!  - powiedziała jedna z klientek. 
- Mąż musi być szczęściarzem. - powiedział jej partner. 
- Przyszły mąż jest na wyjeździe. Tak to by dzwonił co 5 minut jak przymiarki. Jak nic nie wie,  to jest dobrze. - uśmiechnęłam się. 
- A czy pani nie jest narzeczoną Kamila Kuli?  - zapytała kobieta. 
- Tak.
- To gratulacje.
Uśmiechnęłam się szeroko.
Wyszłam z przebieralni. Kupiłam suknię, buty i welon.
- Teraz czas na próbną fryzurę i makijaż.
- A manicure?
- Oczywiście!
Weszłyśmy do fryzjera. Po kilku godzinach spędzonych w salonie wyglądałam tak:
 - Izabela! Wyglądasz przepięknie!
- Ja polecałabym malutką koronę na głowie.
- Nie. Już za dużo tego. Jak welon, to nie korona. Welon już mam kupiony.
Byłam już po makijażu. Wyglądał również przepięknie. Wybrałam już sobie jakie będę miała paznokcie.
- A jubiler?
- Po co?
- Chyba kolczyki będziesz miała. No i jeszcze bransoletka.  - powiedziała Katarzyna.
- A no tak...
Udałyśmy się do jubilera. Oglądałyśmy te wszystkie złote kolczyki.
- A te? - pokazała Katarzyna.
- Te z tym różowym diamentem?
- No tak.
- Czyżby nie były za drogie?
- Jesteś przyszłą żoną mojego syna. Nie będę ci wypominać jego zarobków.
- Ale.... to trochę nie fair.... Nie mogę tak szastać na lewo i prawo jego pieniędzmi.
- Ale jesteście razem. To chyba wasze wspólne pieniądze.
- Są nasze wspólne, lecz nie mogę ich tyle wydawać. Prawie wszystkie "nasze" pieniądze są przez niego zarobione. Ja nie zarabiam tyle co on w Telewizji....
- Ale ślub z Kamilem będziesz miała tylko jeden i będzie to przepiękna uroczystość. Tak też musisz wyglądać.
- Wiem, ale nie jestem pewna...
Po dłuższej rozmowie kupiłyśmy kolczyki i srebrną bransoletkę.
Wróciłyśmy do domu. Mariusz, gdy nas zobaczył z tymi torbami.... Aż zaniemówił...
- To wszystko na ślub?
- Jeszcze nie. Nie mamy jeszcze sukienki na poprawiny oraz butów. - zaśmiałam się.
Moją sukienkę ślubną włożyłam do szafy w sypialni Katarzyny i Mariusza, tam też włożyłam wszystkie torby.
Wieczorem porozmawiałam z Kamilem przez SKYPE.
- Hej kochanie!
- Hej kotku!
- Co dzisiaj robiłaś?
- Byłam na zakupach z twoją mamą.
- I jak?
- No co? Kupiłam sobie parę rzeczy.
- Jakich?
- A co ty taki dociekliwy? - zaśmiałam się.
- Tylko tak się pytam.
- Efekty zakupów zobaczysz 22 lipca o godzinie 16:00, lub trochę wcześniej. - znów się zaśmiałam.
- Ooo! Czyli sukienka!
- Nie mogę ci powiedzieć.... A twój garnitur?
- Nie mogę ci powiedzieć. - uśmiechnął się.
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakieś 2 godziny. Następnie poszłam wziąć prysznic. Czekał mnie kolejny wybuchowy dzień!
Wstałam rano wypoczęta. Zjadłam śniadanie razem z Mariuszem i Katarzyną.
- Jedziemy na zakupy? - zapytała Katarzyna.
- Nie mam wyjścia. - uśmiechnęłam się.
Pojechałyśmy do jednej z eleganckich dzielnic. Pełno butików, te piękne suknie za szybami.... Weszłyśmy do jednego z nich. Ta sukienka była boska. Góra czarna z diamencikami, dół jasnoróżowy. Była lekko rozkloszowana. Poszłam ją przymierzyć. Była wprost idealna. Kupiłam ją.
- Idealna na poprawiny. - powiedziała Katarzyna.
- A pani?
- Co ja?
- Kupuje pani jakąś sukienkę?
- Może...
- Ale dwie i przepiękne! Jest w końcu pani mamą Kamila.
Przemierzałyśmy alejki szukając odpowiedniej sukienki.
- A ta?
Wskazałam na pudrowy róż.  Na boku była mała kokardka.
- Nie podoba się pani?
- Jest ładna...
- Jest cudowna. - powiedziałam.
Katarzyna poszła ją przymierzyć.
- Pasuje. - powiedziała.
- Podoba się pani?
- Oczywiście.
- To jeszcze tylko na poprawiny.
- Może teraz inny kolor?
- No tak!
Kolejne alejki przemierzałyśmy z zapałem. Szukałyśmy sukienki na poprawiny. Niby nic wielkiego, ale zawsze jakieś emocje są. Zobaczyłam na manekinie niebieską sukienkę z malutkimi falbanami.
- A ta?
- Jest cudowna! - powiedziała Katarzyna.
- No to chodźmy do przymierzalni!
Gdy Katarzyna z niej wyszła wyglądała jak dama!
- Jeszcze pani będzie gwiazdą na tym ślubie, a nie ja z Kamilem.
- Nie będzie tak! To wy macie lśnić..
Kupiłyśmy sukienki. Teraz czas na buty!
- Będzie problem, bo ja mam rozmiar buta 36. - powiedziała Katarzyna.
- Coś wymyślimy.
Ja wybrałam sobie jasnoróżowe szpilki, Katarzyna również wybrała dla siebie. Znalazła rozmiar! Jedna para biała, druga pudrowy róż.
Po zakupach pojechałyśmy na spotkanie z orkiestrą. Rozmowa była bardzo długa. Wieczorem wróciłyśmy do domu strasznie zmęczone. Wzięłam prysznic i położyłam się spać...

-----------------------------------------------------------------
Zapraszam:
http://skijumpinglover.blogspot.com/
                                                    kiki2000

Komentarze

Popularne posty